Ab ovo …czyli jak pić, żeby się napić

10. grudzień 2007 by nazdrowie

Tytuł pierwszego wpisu na moim blogu jest nieco przewrotny. Wywołałem jajo do tablicy, ale zapewniam, że jaj z nikogo sobie robić nie będę. Jajo w wielu kulturach jest symbolem narodzin, więc ich obecność w tym czasie i miejscu jest więcej niż uzasadniona. Temat samych jaj zostawiam jednak na okoliczności bardziej ku temu sprzyjające, a tymczasem ogłaszam narodziny mojego bloga, w którym będę poruszał wątki związane z szeroko rozumianą pielęgnacją zdrowia. Zatem do dzieła – rozbijamy skorupę!

Picie jest czynnością codzienną i tak oczywistą, że mało kto zwraca na to swoją uwagę. A szkoda, bo okazuje się, że to co i jak pijemy, ma wielkie znaczenia dla naszego organizmu. Z wpływem tego co pijemy zapewne zgodzi się większość, ale podejrzewam, że sugestia odnośnie wpływu na zdrowie sposobu picia budzi u niektórych drwiące uśmieszki. Ale to nie szkodzi, przemaluję zaraz Wasze buźki i zamienię drwiące uśmiechy na usta otwarte ze zdziwienia.

Dorosły człowiek potrzebuje na dobę wodę w ilości 2-4% masy ciała, zaś u dzieci zapotrzebowanie wzrasta aż do 10%. Ponieważ człowiek nie może magazynować wody, musi ją stale uzupełniać wraz z pożywieniem i napojami. Niektórzy jednak uzupełniają wodę w niewystarczających ilościach i dochodzi u nich do chronicznego jej niedoboru w organizmie. Objawami tego stanu są odczuwanie nieuzasadnionego zmęczenia, częste pobolewania lub bóle głowy, wzmożona drażliwość i zmniejszenie łaknienia. Chroniczny niedobór wody pojawia się najczęściej u osób, które piją przeważnie dopiero wtedy, gdy odczuwają silne pragnienie oraz u tych, u których dochodzi do stałego zwiększonego ubytku wody czy to w pracy, czy w domu.

Nawodnienie organizmu nie jest sprawą tak prostą jak to się może wydawać. Szybkie wypicie dużej ilości wody spowoduje, że po dwóch, trzech kwadransach, większość wypitej wody rozpocznie swą przygodę życia, czyli podróż do mórz i oceanów, której początek zazwyczaj ma miejsce tam, gdzie królowie chadzają piechotą. Aby zniwelować negatywne skutki niewielkiego odwodnienia potrzeba conajmniej kilku godzin, a przy większym odwodnieniu conajmniej doby. Ważne jest także przestrzeganie poniższych zasad:

  • pijmy, nie czekając na pragnienie,
  • pijmy równomiernie przez cały dzień,
  • pijmy małymi porcjami.

Zasady te przypominają o nieustannym konflikcie między naturą, a kulturą. Nasi najbliźsi krewni – małpy człekokształtne – sporą część dnia spędzają na wyszukiwaniu i pożeraniu owoców i innych soczystych części roślin, w których zawartość wody sięga nawet 95%. W dzisiejszym menu człowieka, oprócz owoców, warzyw (których przeważnie spożycie jest zbyt niskie) oraz przetworów mlecznych, zawartość wody w pokarmie jest dużo mniejsza. Wyrównanie bilansu wody odbywa się więc często poprzez “zapijanie” posiłków, co wcale nie sprzyja nawadnianiu organizmu, a dodatkowo osłabia procesy trawienne.

Pragnienie pojawia się nieco później niż rzeczywiste zapotrzebowanie organizmu na wodę, zaś wypicie płynów w ilości zaspokajającej pragnienie uzupełnia stratę wody jedynie w ilości 60-70%. U osób o większej wrażliwości na odwodnienie (np. u dzieci, u starszych osób) może to doprowadzić do znacznego odwodnienia lub do stanu chronicznego niedoboru wody. Aby temu przeciwdziałać, należy równomiernie, mniej więcej co pół godziny wypijać małymi łykami 1/2 – 3/4 szklanki płynów. Wolne tempo picia i półgodzinny odstęp między kolejnymi porcjami napoju są optymalne i wynikają z czasu zatrzymywania wody w organizmie. Szybsze tempo picia oraz spożycie większych objętości powoduje wzmożoną pracę nerek i ilościowo większe wydalanie moczu, a także zwiększoną utratę elektrolitów. Efekt: do morza zamiast mniejszego płynie większy strumyk, wzbogacony w makro- i mikroelementy bardziej niż niejeden extra produkt ze sklepowej półki.

Warto więc zmienić przeznaczenie dla ukochanego “kubasa szefa” o pojemności 0,5l na małą doniczkę lub biurkowy zasobnik na ołówki, a nawyk szybkiego picia do dna realizować w naprawdę wyjątkowych okazjach. Zamiast tego dobrze jest sprawić sobie mały, acz poręczny kubeczek lub filiżankę i regularnie i często z nich popijać.

Za tę odrobinę wysiłku przy zmianie przyzwyczajeń organizm podziękuje lepszym samopoczuciem i skórą nawilżoną głębiej niż po niejednym kremie za kilka stówek za słoiczek. Czy warto? Na to pytanie niech każdy odpowie sobie sam.

Tematu jeszcze nie wyczerpałem i mam nadzieję, że to samo mogę powiedzieć o szanownych czytelnikach. Jako że woda to temat rzeka, powrócę do niego za jakiś czas. W kontynuacji wątku opowiem co pić, żeby się napić. Tymczasem zaś żegnam i idę na herbatkę!

Piśmiennictwo u autora